Od kilku dni dzwonią do mnie dziennikarze z Polski i z Anglii. Wszyscy pytają o Wembley i wszyscy mają złe skojarzenia. Powiem, więc jeszcze raz: wtorkowy mecz z Anglią nie przypomina mi Wembley. To bardziej Chorzów. Czerwiec 1973 roku.

To był mecz, gdzie byliśmy pod ścianą. Start eliminacji mieliśmy fatalny, bo przegraliśmy z Walią 0:2, którą nazywaliśmy Anglią C. To była przypadkowa drużyna. Sami zawodnicy, którzy nie dostali się do rugby, więc zaczęli kopać piłkę. I my wtedy byliśmy tak wkurzeni, tak zdeterminowani, że stwierdziliśmy, że jak przyjedzie do nas Anglia, to musimy ten mecz wygrać. A graliśmy przeciwko najlepszym piłkarzom świata. Walka o każdy centymetr boiska, non stop przepychanki, prawo dżungli – słabsza kość pęka.

Tak samo musi teraz zagrać reprezentacja Polski, która też jest pod ścianą. Skompromitowała się na Euro, Smuda zostawił zgliszcza. W końcu trzeba to posprzątać, a moim zdaniem stoimy teraz przed ogromną szansą. Anglicy w przeciwieństwie do tych z Chorzowa, przyjadą w rezerwowym składzie. Bez Terry’ego, Lamparda i Ferdinanda. Co z tego, że mają Harta, skoro w obronie będą grać młodzi chłopcy. Robert Lewandowski i spółka, jeśli od początku zagrają odważnie, wysokim pressingiem, to są w stanie coś ugrać. Skoro nawet angielscy dziennikarze mówią, że ich kadra przyjechała tu po remis, to znaczy, że coś nie gra. Mecze u siebie trzeba wygrywać, więc moim zdaniem remis będzie naszą porażką.

Oczywiście wiem, że też mamy swoje problemy. Szkoda mi Kuby Błaszczykowskiego, ale nie ma co już tego roztrząsać. Fornalik powinien nastawić się na grę 14 zawodnikami. Wszyscy muszą zagrać na sto procent. Do przerwy niech zagra Grosicki, a po przerwie Wszołek na zmęczonego rywala. No i Milik. Od pierwszych minut bym go wpuścił zamiast Obraniaka, który mam nadzieję, że ostatecznie usiądzie na ławie. Ten facet w Podgoricy bawił się w jakieś samosądy, widać, że ma gorącą głowę. W tak ważnym meczu, jak z Anglią po prostu wolałbym nie ryzykować. Podobnie z Polanskim. Rozumiem jego tragedię, współczuję mu, ale jak wczoraj usłyszałem, że on ma w poniedziałek przyjechać, a we wtorek zagrać mecz, to ręce mi opadły. Przyjść, zagrać, wyjechać. Tak to ma wyglądać? Co mają powiedzieć inni powołani?

Nie rozumiem też sytuacji z Tytoniem. Fornalik już pierwszego dnia zgrupowania powinien powiedzieć, kto jest nr 1. A on kituje. Mówi, że być może zagra, a może nie. Ostatecznie raczej na niego postawi. Liczę na Tytonia, ale rywala nie zatrzymuje jeden człowiek. Mówią o mnie, że zatrzymałem kiedyś Anglię… Hmm. Przede wszystkim zrobił to pan Kazimierz Górski i jego drużyna. Po męskiej walce. Ale do tego meczu, do Wembley jeszcze wrócimy. Za rok o tej samej porze, gdy będą ważyć się losy awansu. Na razie powtórzmy Chorzów.